Świnoujście

Post nie ma nic wspólnego z WWK.

Miałem ostatnio możliwość skorzystania z usług transportu miejskiego w Świnoujściu. Poniżej kilka słów na temat tego miasta.

  • miasto położone w północno-zachodnim „rogu” Polski, kilka kroków od granicy niemieckiej (jak jeździ się na wakacje do Międzyzdrojów, to trzeba wysiąść z pociągu 15 minut później niż zwykle i już można znaleźć się w Świnoujściu);
  • mieścina słynie z dwóch rzeczy: mniej-więcej co 4 lata, w okolicy wyborów samorządowych poruszana jest kwestia budowy tunelu drogowego pomiędzy wyspami Wolin i Uznam, ponoć środowisko obsługi czterech promów Bielik (Bielik I, Bielik II … IV) skutecznie kwestię budowy blokuje; drugą kwestią jest świnoujski gazoport, czyli Terminal LNG w Świnoujściu, który rozpoczął funkcjonowanie na początku grudnia 2015 (11.12.2015 – pierwsza dostawa gazu z Kataru) i całkowicie zmienił krajobraz części wolińskiej miasta;
  • niezwykle charakterystycznym elementem są OGROMNE promy pasażerskie Unity Line, które dziwnym trafem przybijają do Świnoujścia na około 15 minut przed odjazdem ostatniego pociągu do Warszawy/Krakowa (co piątek/niedzielę można zobaczyć morderczy bieg pasażerów z promu na pociąg, bo niestety pociąg na spóźnione promy nie czeka);
  • ze względu na zajęcie autora, bywa on w tym mieście nawet i kilka razy w miesiącu, jednakże jeszcze nigdy nie odważył się wejść na prom i przepłynąć do części uznamskiej. Początkowo odstraszały go wszechobecne znaki „Prom dla mieszkańców Świnoujścia” w kilku językach, a teraz po prostu nie korzysta z promu z przyzwyczajenia.

bilet_swinoujscieI jak wspomniałem na początku, już kilka razy miałem okazję skorzystać z tamtejszego transportu miejskiego o nazwie „Komunikacja Autobusowa” (bilet prezentuję powyżej). To, co opisuję poniżej to relacja z tych kilku moich przejazdów w różnych okresach – a to środek wakacji, a to wrześniowa środa, a to jakiś poniedziałek tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Każdy autobus, którym jechałem to był Man z polsko-niemieckimi oznaczeniami i z dumnie wyeksponowanym napisem tuż przy kabinie kierowcy: „Bus of the year 1998.

  • okolice września, wsiada grupka młodzieży, szkoła podstawowa, kilkanaście dzieciaków, kilka osób ma w rękach telefon komórkowy z głośno puszczoną muzyką typu umpa umpa. Jadą do samego końca, czyli do wspomnianego promu Bielik;
  • sierpniowy weekend, ponad 30 stopni gorąca, kurs z plaży do miasta – kilku pasażerów trzyma gołe stopy na siedzeniach, wszędzie mnóstwo piachu z plaży;
  • również kurs z grupy „plażowych”, tym razem w autobusie przewożony jest piesek typu „mały, ale głośno szczekający”, oczywiście był mały i głośno szczekał przez całą podróż;
  • kilka dni do wigilii Bożego Narodzenia, na pętli przy Bieliku siedzi w autobusie kilka osób, w tym mężczyzna, który rozmawia przez telefon na tyle głośno, że wiemy już o której rozpoczyna się nadchodząca wieczerza wigilijna i dlaczego Baśka jak co roku musi się spóźnić (przy czym rok temu się spóźniła bo jej uciekł prom).

Z każdym moim przejazdem mogłem doświadczyć tego typu zachowania współpasażerów i jako osoba przyzwyczajona do standardów podróży w komunikacji miejskiej w Warszawie (znacznie bardziej rozbudowanej i tym samym skupiającej wiele różnych grup, które z niej korzystają), zachowania obecne w autobusach świnoujskich odbiegały od zachowań,  do jakich przywykłem.

Zauważam powoli, że już sama rozmowa przez telefon w komunikacji miejskiej w Warszawie przestaje być tolerowana. Jeżeli sam jestem już zmuszony odbyć rozmowę w autobusie/tramwaju/metrze, ucinam ją jak najszybciej, ponieważ wiem jak to wygląda. Obserwuję też takie zachowania u innych współpasażerów. A w Świnoujściu? Gdybym tylko znał adres, to bym pojechał na wigilię na 18:00, może zdążyłbym jeszcze przed Baśką, która jak zwykle się spóźni.

Jechałem ostatnio metrem „w tygodniu” w okolicy godziny 16:30. Oznacza to mniej więcej tyle, że pasażerowie w wagonie metra są stłoczeniiniemamiejsca na cokolwiek. Tymczasem w wagonie siedziała dziewczyna z małym psem na kolanach typu „mały, ale głośno szczekający”, jednakże w tej historii był tylko mały, na smyczy, bez kagańca. Oczywiście inni współpasażerowie głośno komentują sytuację, że jest to niedopuszczalne żeby pies jechał bez kagańca, mimo że wyglądał na młodego szczeniaka, któremu zapewne dopiero co wyrosły ząbki i ostatnią rzeczą, którą pewnie może przyjść mu do głowy, to żeby kogoś ugryźć. A w Świnoujściu? Tam w autobusie w końcu pojazdu samotnie stoi pies rasy kundelek i nikt nie reaguje.

O muzyce puszczanej przez samozwańczych DJ-ów nawet nie będę wspominał.

Oczywiście nie krytykuję tutaj w żaden sposób świnoujskiej społeczności, w mojej ocenie jest to coś naturalnego, że społeczność dużo mniejsza od społeczności pasażerów warszawskiej komunikacji nie wypracowała sobie takich reguł i ich nie przestrzega. Przedstawiłem jedynie obecne tam zachowania z perspektywy osoby, która ma doświadczenia zebrane w komunikacji warszawskiej. Podejrzewam, że podobna relacja zachodzi pomiędzy wieloma innymi przykładami miast, gdzie transport publiczny to kilka linii autobusowych z kursami raz na godzinę. Poza w/w negatywnymi aspektami znalazłem też kilka zachowań, które z pewnością należy zaliczyć do kategorii pozytywnych:

jak wiadomo, autor nie opuścił dotychczas części wolińskiej, zatem jego podróże ograniczały się do przejechania kilku przystanków po tejże stronie miasta. I można odczuć wrażenie, że wszyscy się tam doskonale znają. Wszyscy, z kierowcą włącznie. Wsiadam do autobusu w okolicy Warszowa (patrz wyżej), ze mną wsiada mężczyzna, który głośno mówi Dzień Dobry! do innych pasażerów, jednocześnie podając rękę kierowcy. Następny przystanek, wsiada starsza pani, która również wita wszystkich pasażerów, a kierując się do wolnego miejsca zamienia kilka słów z każdym pasażerem, jak z dobrym znajomym. Dalej znów wsiada znajomy naszego kierowcy i następuje uścisk dłoni i głośne Dzień Dobry! skierowane zapewne również w moją stronę.

Tego w Warszawie nigdy nie doświadczyłem i pewnie nie doświadczę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.